Dziewczynka z książką

Relacja ze spotkania z korespondentem Newsweek International

Jedenastego kwietnia w siedzibie Centrum Studiów Polska-Azja odbyło się 25. spotkanie CSPA, którego gościem był Sami Yousafzai. Tematem była przede wszystkim obecna sytuacja w Afganistanie oraz relacje tego kraju z Pakistanem.

Pan Sami Yousafzai jest korespondentem „Newsweeka” na Pakistan i Afganistan. Jest Afgańczykiem z pusztuńskiego plemienia Yousufzai, ale już w młodym wieku, u progu sowieckiej inwazji,  wyjechał do Pakistanu. Jako dziennikarz najpierw zajmował się sportem, potem jednak zmienił specjalizację na konflikty zbrojne. Obecnie zajmuje się głównie wojną domową w Afganistanie. Współtworzy think-tank o nazwie FATA Research Centre, mający siedzibę w Peszawarze i zajmujący się pakistańskimi terytoriami plemiennymi. Pan Yousufzai gościł w Polsce już po raz drugi; za pierwszym razem przybył do naszego kraju trzy lata temu wraz z dwoma dziennikarzami z Pakistanu. Spotkanie z nim przeprowadzono wówczas m.in. w Collegium Civitas.

Gość rozpoczął spotkanie od prelekcji. Mówił w niej, że po upadku reżimu talibów świat zachodni dał wielką szansę Afganistanowi. Dzisiaj, 12 lat po rozpoczęciu międzynarodowej operacji wojskowej, pewien progres jest widoczny – Afgańczycy mają swój parlament, zbudowanych zostało wiele szkół i uniwersytetów oraz ok. 25 tys. km dróg. Ta poprawa może zostać jednak zaprzepaszczona po roku 2014, kiedy ostatni żołnierze ISAF mają opuścić afgańskie terytorium. Yousafzai mówił, że, mimo wielu błędów, jakie popełniły zagraniczne wojska, dały one wielką okazję dla kraju, a w tym momencie bardzo ciężko przewiedzieć, co stanie się, gdy ich nie będzie. Gość CSPA podkreślał, że upadek talibskiego reżimu nie był jednocześnie końcem talibów. Większość z nich przeniosła się do północnego Pakistanu, skąd oddziałuje na Afganistan. Wciąż mają także poparcie pewnej części afgańskiego społeczeństwa. Według Yousafzaia błędem, popełnionym przez Amerykanów, było nie ściganie talibów, którzy uciekli z Afganistanu, a zajęcie się tylko grupami powiązanymi mocno z Al-Kaidą.   Według S. Yousufzaia w razie ofensywy talibów po wycofaniu się ISAF armia afgańska będzie w stanie utrzymać jedynie większe miasta.

Korespondent „Newsweeka” zaznaczył więc, że najlepszym rozwiązaniem jest doprowadzenie do porozumienia z talibami. Porozumienie to musiałoby obiecać talibom część udziału w przyszłym rządzie w Kabulu tak, by talibowie zmienili się z ruchu zbrojnego w ruch polityczny.  W chwili obecnej funkcjonuje już biuro reprezentujące talibów w Katarze, gdzie toczy się z nimi rozmowy, w gruncie rzeczy jednak aktywność tego biura jest bardzo niska, a postępy w rokowaniach niewielkie. Za powody tego stanu nasz gość uznał:

(1) Chęć talibów do uzyskania jak największej władzy w Kabulu w ramach przyszłego porozumienia. Obecnie proponuje im się mniejszy udział niż by sobie tego życzyli.

(2) Brak porozumienia w łonie samych talibów co do sensu negocjacji. Według naszego gościa, większość talibów chce porozumienia, ale ta większość to raczej osoby niżej sytuowane w strukturach, niemające wpływy na decyzje przywództwa. Talibowie głównego nurtu, tak jak szura z Kwetty[1], są przeciwni porozumieniu. Wielu radykalnych talibów trudno też namówić do rozpoczęcia negocjacji, gdyż nie interesuje ich władza – oni walczą w imię słusznej według nich wojny, dżihadu.

(3) Pośrednictwo Pakistanu w układach z talibami. Całe przywództwo afgańskich talibów chroni się w Pakistanie, część z niego jest zresztą przez rząd pakistański więzione. Nie ma zatem możliwości porozumieć się z talibami bez udziału Pakistanu, a właśnie takie porozumienie byłoby najbardziej korzystne. Mówiąc o stosunkach Afganistanu z Pakistanem, Yousafzai przyznał, że kraje te tradycyjnie nie łączą dobre relacje. Dodatkowo jednym ze zmartwień Pakistańczyków jest potencjalny silny Afganistan, który mógłby wznowić konflikt o granicę afgańsko-pakistańską. Dlatego też w interesie Pakistanu jest utrzymywanie talibów na swoim terytorium, gdyż destabilizuje to sytuację sąsiada, a poza tym ich obecność zapewnia pewnego rodzaju strefę buforową. Słaby Afganistan oznacza silnych talibów i tym samym silne wpływy Pakistanu; w interesie Islamabadu nie leży zatem doprowadzenie do ostatecznego porozumienia.

Prelegent podkreślił jednak, że obecne napięcia pakistańsko-afgańskie wynikają z niechęci z obu stron. Przypomniał, że terytoria pasztuńskie zostały przez Brytyjczyków podzielone w XIX w. tzw. ,,linią Duranda’’. W efekcie część Pasztunów żyje w Afganistanie, część w Pakistanie. Rząd Afganistanu nie uznaje linii Duranda za granicę i Afganistan był pierwszym państwem, które sprzeciwiło się Pakistanowi na niwie ONZ.

(4) Chęć talibów, by układać się z USA, nie rządem w Kabulu. Jest tak dlatego, że liczą uzyskać od Amerykanów jak największe koncesje. Korespondent ,,Newsweeka’’ stwierdził też, że afgańscy talibowie nie są już zależni od Al-Kaidy, ani al-Kaida od nich. Al-Kaida jest w Afganistanie już praktycznie nieobecna. Jej członkowie, w tym mocne przetrzebione, ale nadal istotne przywództwo (np. A. Zawahiri) przebywa w Pakistanie i ma obecnie kontakty bardziej z talibami pakistańskimi niż afgańskimi. Stąd talibowie są gotowi zerwać z al-Kaidy kontakty, ale nie „za darmo”.

Najlepszym rozwiązaniem byłoby bezpośrednie porozumienie między sami Afgańczykami, to jest rządem w Kabulu i talibami, bez udziału sił trzecich, to jest bez USA, Pakistanu i jakichkolwiek innych państw mających wpływy i interesy w Afganistanie (np. Iranu). Niestety, takie porozumienie wydaje się w obecnej sytuacji mało realne.

Nasz gość wymienił również wewnętrzne czynniki stojące na drodze do stabilizacji Afganistanu. Za najważniejsze uznał:

(1) Niepopularność obecnego rządu. Prezydent Afganistanu, Hamid Karzai jest, jak to ujął korespondent Newsweeka, ,,samozwańczym reprezentantem Pasztunów’’. Talibowie mają wsparcie jedynie pośród Pasztunów i gdy Amerykanie w 2001 r. obalili reżim talibów, szukali przywódcy kraju, który byłby Pasztunem wrogim talibom. Takim kimś jawił się im Hamid Karzai, w rzeczywistości jednak pośród Pasztunów ma on niezbyt wielkie poparcie. Rządzi on krajem nie za pomocą partii politycznej, ale grupy własnoręcznie dobranych współpracowników. Nasz gość podkreślił jednak, że Karzai ma swoje zalety: jest powszechnie akceptowany przez afgańskie mniejszości (czyli nie-Pasztunów) i jest człowiekiem łagodnym, gotowym do kompromisów i tę zaletę ceni u niego nawet część afgańskich Pasztunów.

(2) Obecny rozkład władzy między wspólnoty etniczne nie satysfakcjonuje Pasztunów, czyli większości społeczeństwa. Obalając dotychczasowy reżim, Amerykanie przekazali władzę Sojuszowi Północnemu, dotąd długo zwalczającemu talibów a reprezentującemu mniejszości z północy.[2] Pozycję uzyskali liczni posiadający własne zbrojne oddziały wodzowie plemienni (warlords), a to według prelegenta było rozwiązaniem tragicznym: wielu ludzi nienawidziło tych wodzów i wolało poprzeć przeciw nim talibów. Przede wszystkim zaś w rządzie, armii i wszystkich głównych instytucjach dominują nie-Pasztuni. 70% dyrektorów i wicedyrektów państwowych instytucji wywodzi się z Pandższiru.[3] Znaczna część pracowników Ministerstwa Obrony i oficerów w armii afgańskiej to nie-Pasztuni. Również liczba pasztuńskich ministrów w kabulskim rządzie była najpierw znikoma, z czasem jednak zaczęła rosnąć. Wszystko to niepokoi Pasztunów i pozwala talibom zdobywać część pasztuńskiego poparcia.

Dlatego według naszego gościa najlepiej byłoby, gdyby w ramach przyszłego politycznego porozumienia zawarto by nie tylko porozumienia z talibami, ale także by generalnie dano Pasztunom większą reprezentację; najlepiej też byłoby, gdyby w przyszłym układzie politycznym nie było miejsca dla H. Karzaja.

(3) Władza rządu kabulskiego jest tak naprawdę bardzo słaba. Na pytanie, jaką część terytorium kraju kontrolują talibowie, nasz gość odpowiedział następująco: rząd w Kabulu nie kontroluje około 70% terytorium kraju, ale to nie znaczy, że jest ono w całości pod kontrolą talibów.  Tak naprawdę większość Afganistanu nie jest pod władzą ani Kabulu ani talibów, tylko pod swoją własną: rządzą lokalne struktury plemienne. Talibowie nie są w stanie objąć swoich działaniem tych 70% obszarów kraju, ale zjawiają się wszędzie tam, gdzie rozpoczyna się rządowy projekt, torpedując go i spowalniając rozwój kraju.

(4) Słaba jest też armia. Afganistan nie ma do dziś swoich sił powietrznych. Żołnierze w Afgańskiej Armii Narodowej tak naprawdę rzadziej wierni są państwu, częściej swoim wspólnotom. W razie kryzysu po  wycofaniu sił ISAF możliwa jest kolejna wojna domowa, która tak naprawdę trwa w kraju z przerwami od trzydziestu lat. Korespondent ,,Newsweeka’’ powiadomił przy tej okazji o bardzo niebezpiecznym trendzie. Niektóre państwa, chcące mieć wpływy w Afganistanie, wspierają teraz militarny rozwój afgańskich wspólnot reprezentujących ich interesy (proxies); te zbrojne grupy rosną w siłę pod fasadą rozwoju lokalnej milicji.

Po wystąpieniu gościa zaczął się czas na pytania, których zadano dużo; dyskusja trwała dłużej niż wcześniejsza prelekcja. Pierwszym pytaniem dla gościa CSPA była kwestia gospodarczych konsekwencji opuszczenia Afganistanu przez międzynarodowe wojska. Yousafzai powiedział, że problemy w tej sferze zaczęły się już dawno temu. Inwestorzy wyjeżdżają, biznesy upadają, a sytuacja gospodarcza wciąż się pogarsza. Ludzie, którzy zarabiali na obecności międzynarodowych sił już wiedzą, że to źródło finansów zostanie wkrótce zamknięte i lokują swoje oszczędności w Dubaju. Ceny nieruchomości spadają. Dwie strefy ekonomiczne, których budowę obiecywał rząd pakistański w regionach Ćamanu i Torkhamu, czyli przy granicy z Afganistanem, nie zostały utworzone. Projekt TAPI (gazociągu Turkmenistan-Afganistan-Pakistan-Indie) i amerykański projekt Nowego Jedwabnego Szlaku (New Silk Road), które miały spiąć Chiny, kraje Azji Centralnej i Afganistan nowymi więzami ekonomicznymi, nie są realizowane. Bank Kabulski (Kabul Bank), największy bank w kraju, upadł i został przejęty przez rząd. Yousufzai wierzy, że Afganistan ma potencjał do rozwoju gospodarczego, ale zagraniczne firmy odstrasza brak stabilności. Najwięcej w Afganistanie inwestują Chińczycy.

Następnie pytano o bezpieczeństwo w Pakistanie, a korespondent „Newsweeka” przyznał, że jest to państwo bardzo niebezpieczne. Zwłaszcza na północy kraju pakistańscy talibowie stanowią realne zagrożenie, a rząd niespecjalnie podejmuje jakiekolwiek akcje, żeby ich zwalczać. Uczestnicy spotkania pytali też o sytuację szyitów w Pakistanie, którą Yousafzai określił, jako wysoce niefortunną: są oni niemal codziennie atakowani przez radykalne organizacje sunnickie, takie jak Lashkar-i-Jhangvi. Zaznaczył jednak, że afgańscy uchodźcy są dobrze traktowani w Pakistanie. W sumie przewinęło ich się przez ten kraj 10 milionów, a obecnie jest ich 1.5 miliona. Po obu stronach – społeczeństwa pakistańskiego i afgańskiego –  zdarzają się jednak teraz przypadki winienia strony przeciwnej za obecną sytuację.

Poruszono także kwestię Malali Yousafzai, pakistańskiej dziewczynki z zamieszkanej przez Pasztunów doliny Swat, która wbrew zakazom talibom uczęszczała do szkoły i stała się orędowniczką prawa pasztuńskich dziewcząt do edukacji. Została postrzelona przez talibów, kula trafiła ją w głowę, ale na szczęście przeżyła; znalazła się w szpitalu w Londynie, tam też obecnie mieszka i uczy się. Sami Yousafzai, który wywodzi się z tego samego plemienia co Malala, mówił, że stała się ona symbolem i punktem zwrotnym dla postrzegania talibów. Nic innego według niego tak nie zaszkodziło popularności talibów jak próba jej zamordowania. Było to na dodatek zupełnie sprzeczne z pasztuńskim kodeksem honorowym, pasztunwali, który zabrania zabijania kobiet, nawet tych z rodzin wroga. Jednakże przez trzydzieści lat wojen domowych,  podkreślił nasz gość, Afganistan stracił również część kultury; naruszenie kodeksu honorowego było kiedyś nie do pomyślenia. Zwrócił też uwagę na symboliczny wydźwięk imienia Malala. Dotąd jedyną tak znaną w Afganistanie Malalą była dziewiętnastowieczna Malala z Maiwandu, bohaterka afgańskiego oporu przeciw najazdowi brytyjskiemu.[4] Afgańczycy są świadomi tych paraleli i obecna Malala też jest symbolem walki – przeciw opresyjnemu, antykobiecemu systemowi talibów. Dodał, że ma nadzieję na to, że w przyszłości stanie się ona „wielką gwiazdą” i będzie mogła pomagać w pasztuńskiej polityce. Już teraz wyrazy poparcia dla niej wyraziła między innymi Madonna, a konkretnej pomocy udzieliła m.in. Angelina Jolie. W tym momencie dyskusji głos zabrała Magdalena Chodownik, jedna z organizatorek polskiego nurtu ruch #GIRLWITHABOOK, który, inspirowany przykładem Malali, dąży do wspierania edukacji kobietna świecie.Przedstawiła ona cele ruchu, który w wersji polskiej nowi nazwę ,,Dziewczyna z książką’’ a którego partnerem jest CSPA.[5]

Podniesiono również kwestię talibów pakistańskich, czyli organizacji Tehrik-e-Taliban Pakistan. O ile afgańscy talibowie nie są grozi na arenie międzynarodowej, gdyż ich aspiracje ograniczają się do Afganistanu, talibowie pakistańscy mają kontakty zagraniczne: to na ich tereny przyjeżdżają trenować młodzi muzułmańscy radykałowie z krajów Zachodniej Europy. Według dziennikarza około 70-75% członków TTP nie jest przeciwnych rządowi pakistańskiemu, ich celem jest wojna z siłami ISAF w Afganistanie. Do wrogów rządu w Islamabadzie zalicza się natomiast grupa Hakimullaha Mehsuda, która działa także w porozumieniu z ekstremistami z Pendżabu i Kaszmiru.

Jedno z pytań dotyczyło obecnej kampanii wojska pakistańskiego w dolinie Tirah. Talibowie pakistańscy najpierw mieli za swoją bazę region Południowego Waziristanu. Zostali jednak stamtąd wyparci przez armię pakistańską i od tego czasu ich bastionem stał się Północny Waziristan. Siły ISAF długo naciskały na rząd Pakistanu, by dokonał ataku na ten region, Islamabad jednak odmawiał. W ostatnich jednak dniach doszło do ofensywy wojsk pakistańskich w nieodległej dolinie Tirah. Dziennikarz odpowiedział, że dolina Tirah to nowy obszar ekspansji talibów pakistańskich. Jest to obszar bardzo istotny, bowiem znajduje się na trasie z przełęczy Chajberskiej, łączącej Afganistan z Pakistanem do Peszawaru, najważniejszego miasta na terenach pasztuńskich w Pakistanie. Dotąd w dolinie działały dwie radykalne grupy religijne. Jedną z nich było Lashkar-e-Islam Mangala Bagha. Talibowie pakistańscy zdobyli tam teraz przyczółek oferując Mangalowi Baghowi, by pozostając przywódcą swojego ugrupowania równocześnie został jednym z przywódców talibów. On na to zgodził a że ta ekspansja talibów zaniepokoiła pakistańską armię, zaatakowali oni radykałów z doliny Tirah, ale według korespondata Newsweeka i ta obecna ofensywa jest niewystarczająca.

Poza tym gościa CSPA pytano także o spór indyjsko-pakistański o Kaszmir. W odpowiedzi zwrócił on uwagę, że Indie obawiają się, że gdy dojdzie do porozumienia z talibami i zakończy się wojna w Afganistanie, wielu muzułmańskich radykałów przeniesie się do Kaszmiru żeby kontynuować dżihad, co też stało się pod koniec lat 80.

Na koniec zadano także pytanie o zbliżające się wybory w Pakistanie i Afganistanie. Dziennikarz odpowiedział, że poza tradycyjnie obecnymi na pakistańskiej scenie politycznej – Pakistani Peoples Party i Pakistani Muslim League (N) – mocna może okazać się trzecia siła, Pakistan Tehreek-e-Insaf, pod wodzą byłego krykiecity Imrana Khana. Chociaż według naszego gościa zwycięstwo Imrana Khana byłoby dobre dla Pakistanu, jest ono mało możliwe, gdyż jego partia porusza ogólnonarodowe kwestie, podczas gdy pakistański wyborca podejmuje wybory w oparciu o potrzeby jego lokalnej wspólnoty. Według korespondenta ,,Newsweeka’’ żadna partia  uzyska większości i powstanie koalicja. Co do Afganistanu zaś, przyznał, że nie jest pewien, czy do wyborów w ogóle dojdzie. Wszystko zależy od sytuacji z bezpieczeństwem w państwie. Nie wiadomo także, czy Hamid Karzai zrezygnuje, czy będzie znów kandydował. W razie tej drugiej opcji istnieje też duża obawa co do transparentności elekcji i faworyzowania ludzi związanych z Hamidem Karzajem.

Na sam koniec spotkania nasz gość wpisał się do pamiątkowej księgi gości spotkań CSPA.

Opracowali Adam Szaga i Krzysztof Iwanek

źródło:  http://www.polska-azja.pl/2013/04/14/a-szaga-k-iwanek-relacja-z-25-spotkania-cspa-z-samim-yousufzaim/


[1] Na którą składają się stare kadry przywódcze talibów pod wodzą mułły Omara, które były u władzy w Kabulu w momencie amerykańskiego ataku i które przeniosły się do miasta Kwetta (ang. Quetta) w prowincji Beludżystan w Pakistanie. [przyp. KI]

[2] Głównie Tadżyków i Uzbeków [przyp. KI]

[3] Jest to region i dolina, gdzie przeważają wspólnoty nie-pasztuńskie. Dolina Pandższiru (,,Pięciu Lwów’’)  była bastionem oporu przeciw talibom przez cały czas trwania ich reżimu. Stąd wywodził się legendarny wróg talibów, członek Sojuszu Północnego, tadżycki przywódca Ahmas Shah Massoud. Został zamordowanyy 9 września 2011 r., czyli na dwa dni przed atakami na USA i niewiele przed amerykańskim atakiem na Afganistan. Niewiele zabrakło zatem, by dożył czasów obalenia talibów. [przyp. KI]

[4] Podczas drugiej w dziewiętnastym wieku kampanii Brytyjczyków w Afganistanie (1878-80).[przyp. – KI]

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: